- 5 stars: 1 (100%)
- 4 stars: 0 (0%)
- 3 stars: 0 (0%)
- 2 stars: 0 (0%)
- 1 star: 0 (0%)
Jak zacząć recenzję kostki kosztującej mniej więcej 100 razy więcej niż te z masowej produkcji, sprzedawane niemal na kilogramy, bez natychmiastowego sklasyfikowania się jako zwykły wariat? 😉
Chyba najlepiej zacząć od pierwszego wrażenia po otwarciu koperty z przesyłką. Czujesz się jak VIP, nawet jeśli grasz wyłącznie dla siebie na kanapie, a ego dostaje przyjemnego boosta. To naprawdę ręcznie wykonane dzieło, przygotowane z perfekcyjną starannością. Widać i czuć, że ktoś poświęcił czas na dopracowanie każdego szczegółu.
Potem jest już tylko lepiej.
Po kilku godzinach grania riffów w stylu Jamesa Murphy’ego czy Michaela Romeo na mojej nowej kostce praktycznie nie ma śladów użycia, a tip nadal zachowuje swoją pierwotną geometrię i ostrość. Ma to ogromne znaczenie dla samej gry — nie muszę zastanawiać się, jak bardzo zużyła się kostka, ani nieświadomie kompensować zmiany jej kształtu techniką prawej ręki.
Nie do przecenienia jest również wygoda. Grubość kostki dobrana dokładnie do własnych preferencji robi ogromną różnicę. Dla mnie 2,5 mm okazało się świetnym kompromisem między sztywnością, kontrolą i możliwością grania również lżejszych rzeczy.
Równie ważne jest oczywiście brzmienie. Po tak twardej kostce spodziewałem się charakterystycznego, lekko szklistego ataku, który często kojarzę z innymi grubymi kostkami. Tymczasem Torlon okazał się zaskakująco neutralny. Wręcz odbieram go jako „ciepły”, dokładnie tak, jak opisuje go producent — choć przyznam, że przed zakupem spodziewałem się czegoś zupełnie innego.
To ogromny pozytyw. W połączeniu z odpornością na ścieranie zaczyna to naprawdę uzasadniać cenę.
Oczywiście przy moim stylu gry — bardzo mocnym, typowo metalowym, bez głaskania strun — kostka kiedyś się zużyje. Dlatego jeśli ją ostatecznie zetrę, kupię kolejną.
Na ten moment jest to realnie najlepsze plectrum, jakie miałem w rękach. Nie dlatego, że jest najdroższe czy wykonane z egzotycznego materiału, ale dlatego, że jest dokładnie takie, jak chciałem ja, a nie takie, jakie wyszło z kalkulacji korporacyjnego księgowego. 😉
Oczywiście wydanie około 150 zł na „narzędzie eksploatacyjne” może wydawać się irracjonalne. Z drugiej strony, w najgorszym przypadku koszt może w dłuższej perspektywie zbliżyć się do tego, co wydalibyśmy na ciągłe kupowanie świeżych, tanich kostek.
Natomiast przy lżejszych gatunkach i mniej agresywnej technice grania, na tym etapie mogę powiedzieć jedno: ta kostka wydaje się niemal niezniszczalna.
--------------------------------------------
How do you start a review of a guitar pick that costs roughly a hundred times more than mass-produced picks sold by the kilogram, without immediately making yourself sound like a complete lunatic?
Well, you start with the first impression when you open the envelope, because you genuinely feel like a VIP — even if you only play guitar on your couch. And yes, your ego gets a pleasant little boost too.
This is true craftsmanship, handmade with an almost obsessive attention to detail.
And it only gets better from there.
After several hours of playing riffs in the vein of James Murphy and Michael Romeo on my new pick, there are almost no visible signs of wear, and the tip is still sharp and retains its original geometry. This makes a surprisingly big difference to the actual playing experience. I don't have to think about wear or unconsciously compensate for it with my picking hand.
The comfort of using a pick with a thickness chosen specifically to match your personal preferences is also hard to overstate.
And, of course, there is the tone.
With such a hard pick, I expected that characteristic slightly glassy attack that many other thick and very hard picks tend to produce. Instead, Torlon turns out to be remarkably neutral, and I actually perceive it as warm — exactly as described by Luka, although that was the opposite of what I expected.
That is a huge positive. Combined with the exceptional resistance to wear, it starts to make the price much easier to justify.
Of course, given my playing style — very aggressive, typically metal, with absolutely no intention of gently caressing the strings — I will eventually wear it down. So I will definitely be buying another one.
Honestly, this is the best plectrum I've ever had in my hands, because it is exactly what I wanted, rather than what some corporate bean-counter decided I should want.
Obviously, spending this much on a "consumable tool" still sounds completely irrational. But even in the worst-case scenario, the cost may eventually come surprisingly close to what you'd spend constantly replacing cheap picks to always have a fresh one.
For lighter styles of playing, though, at least at this stage, this thing seems practically indestructible.